* Scarlets POV*
Czułam się, jakbym była w pułapce, nie mogłam się w ogóle ruszyć. ale słyszałam rozmawiających ludzi...
-Dlaczego? Więc nagle obchodzi cię ta dziwka?-Powiedział znajomy głos..to był Justin.
-Ona nie jest dziwką i nie, nie obchodzi mnie,ale koleś musisz wyluzować czasem, znaczy spójrz na nią, ona może być martwa. Możesz być załatwiony za to, to wszystko co wiem- to z kolei mówił Chaz.
Nie słyszałam ani słowa po tym. Po prostu czułam, że ktoś mnie szybko puścił.
-Mmmm- wydałam z siebie dźwięk
-Errr Justin chodźmy- usłyszałam kroki w oddali.
*Justins POV*
Wyszedłem jak tylko Chaz powiedział, że powinienem, ale i tak cholernie żałuję, miałem doskonałą okazję aby zabić tę sukę, ale posłuchałem Chaza i skręciłem w lewo.
Dlaczego go posłuchałem? Nie bałem się policji ... No i nie powinienem! Scarlet nie może im powiedzieć, ona zna zasady.
-Ugh- uderzyłem moimi kostkami o ścianę. Przysięgam, następnym razem mam zamiar ją zabić. Zrobiła z mojego życia piekło, a ja zamierzam jej to uświadomić, dopóki nie umrze.
* Scarlets POV *
Moje oczy powoli się otworzyły, choć każda część mojego ciała bolała, czułam zaschniętą krew na mojej skórze.
Wzdrygnęłam się lekko na samą myśl.
Rozejrzałam się wokół aby zobaczyć gdzie jestem, to mnie uderzyło. Zaułek. Gdzie Justin i jego koledzy z drużyny pobili mnie jakiś czas temu.
Czułam się tak słaba w tej chwili, jednak nie miałam siły by wstać.. ale nie chcę spędzić tego dnia z którymś z nich.
Próbowałam wstać z ziemi. Oparłam się obiema rękami po obu stronach ramion, pchnęłam ciężar ciała z ziemi do góry i usiadłam krzywiąc się z bólu. Powoli wstałam uroniając kilka łez. Szłam do domu, ale wolniej niż zwykle, czułam się tak słaba, to było niewiarygodne .... ale rozmawiałam z Nathanem, który utrzymywał moje myśli od złych rzeczy. Czekaj. nie sądzę, żebym przedstawiła Nathana. No więc...
Większość ludzi na Twitterze ma obsesję na punkcie czatu zwanym "Omegle" kiedy byłam tam, natknęłam się na Nathana. Rozmawialiśmy przez chwilę i powiedział mi także coś o sobie, teraz rozmawiamy za pośrednictwem Twittera, choć trzyma jego prywatność dla siebie. On jest naprawdę miły. Mam tylko nadzieję, że nie będę musiała zmierzyć się z Justinem, Ryanem lub Chazem na tą chwile potrzebuje przerwy, zbyt wiele rzeczy dzieje się w mojej głowie.
*
Poczułam jak mój telefon wibruje w kieszeni.
Mama? oh wspaniały czas żeby dzwonić.
- Hej mamo, co się dzieje, dlaczego dzwonisz?- powiedziałam do telefonu.
-Dzięki- czas, aby usłyszeć więcej jej sarkastycznej pogawędki - Chciałam tylko zobaczyć co robisz. Nie rozmawiałam z moją dziewczynką w ciągu ostatnich dwóch dni, jak tam w szkole?- Zapytała. Przewróciłam oczami zanim się zorientowałam, że nie może mnie zobaczyć. Ah.
-Nie jestem dzieckiem,mamo i tak szkoła jest świetna.Co u ciebie?- Westchnęłam cicho. Kiedy szkoła kiedykolwiek jest w porządku?
-Sarlet? Słuchasz mnie?
-Huh, co?
-Nieważne, muszę już iść, do widzenia,kocham Cię!
-Też cię kocham mamo - Odpowiedziałam przed rozłączeniem. Kilka lat mojego życia mogłam spędzić tutaj. Chcę odejść. Moje życie jest jak życie w piekle, wszystko przez Justina Biebera i jego przyjaciół. Choćbym była na tyle silna, aby walczyć, ale nie mogę. Jestem zbyt słaba i nie umiem walczyć z nikim. Znalazłam najbliższe drzewo i usiadłam pod nim, płacząc do siebie chciałam aby to wszystko wyszło na zewnątrz."Bzzzzzz" mój telefon wibrował więc wzięłam go z mojej torby. Otarłam oczy bo miałam niewyraźne widzenie przez płacz. Dostałam wiadomość od kogoś. Otworzyłam ją i ...zamarłam.
O mój Boże.
*Justins POV*
Przygryzłem nieco wnętrze policzków przed rozmową.
-Jesteście pewni,że to się uda?- zapytałem pocierając o brodę.
-Justin nie boisz się,prawda?- Ryan spytał. Skrzywiłem się na myśl, że miałbym się bać. Haha co! Jestem Justin Bieber, ja się nie boje to ludzie boją się mnie.
-Ryan żartujesz! Nie boję się, jestem tylko ciekaw..cóż ...co jeśli plan się nie uda?- Westchnąłem gdy powiedziałem ostatnią część. Pracowaliśmy nad tym bardzo ciężko jeśli zawalimy, wszyscy będziemy w poważnym gównie.
-Justin, mamy włożyć w to wysiłek, wszystko będzie dobrze.- Ryan powiedział ze złośliwym uśmiechem, więc postanowiłem,że do niego dołącze. Zapewne miał rację, po planowaniu tego..nie było mowy, że to może się nie udać. Twarz Ryana nagle stała się nieciekawa.
-Ryan, w porządku kolego?- Spytałem unosząc brew.
-Justin, myślisz, że powinniśmy powiedzieć Chazowi?- Przygryzłem wargę. Chaz wyglądał jakby go ochodziła ta suka, część mnie myślała, że robi to, aby mnie chronić. Otworzyłem usta aby coś powiedzieć, ale nic z nich nie wyszło.
-Wiesz, myślę, że powinniśmy mu powiedzieć. Tak samo jak ja sądze,że Scarlet go dzisiaj obchodziła ,ponieważ ratował nas przed policją
-Tak. Więc jesteś gotowy Justin?-Ryan spytał pocierając o profil swojej twarzy.Westchnąłem zanim odpowiedziałem-Tak- uśmiechnąłem się, wszystko pójdzie dobrze.
Właśnie wtedy Chaz wszedł zza drzwi.
-Gotowy na co?- Chaz zapytał, uśmiechając się z niejasnym wyrazem twarzy.
Ja i Ryan spojrzeliśmy na siebie i skineliśmy głowami.
Jak wrażenia? Dla mnie rozdział pozostawia wiele do myślenia. Poznajemy również nową postać- Nathana. Dlaczego Justin jest taki brutalny? Was też ciekawi od kogo Scarlet dostała sms i jaki plan mają Justin i Ryan? :D Mogę wam powiedzieć,że to dopiero początek! ~ @drewsexgod